Cześć!
Byłam w sobotę razem z tatą, jako kandydatka do ZS w Kowalewku na strzelnicy. Na początku było składanie i rozkładanie broni oraz postawy strzeleckie. Potem uczyliśmy się paru chwytów i jak wyrywać broń przeciwnikowi. Odbyły się również 2 sparingi, Szymon vs Patryk, Ja vs Patryk. Niestety nasz sparing przerwano, abym mogła iść postrzelać. ;)
Pierwszy raz miałam w ręku AKM, który ma cechy bojowe. Czułam podniecenie i strach. Uczucie jest niesamowite, gdy się ma w dłoni coś, czym można zabić. Położyłam się na materac w pozycji strzeleckiej i wzięłam głęboki oddech, serce waliło mi jak młot. Dostałam rozkazy od Pana Jacka i przyłożyłam policzek do kolby... Ze sluchawkami na uszach zgrałam muszkę i szczerbinkę, podpinając magazynek i przeładowując, czułam narastającą adrenalinę w moim ciele. Wymierzyłam drugi raz i położyłam palec wskazujący na spuście. Przyciskając broń do siebie miałam wrażenie, że jestem tylko ja i broń, a moje umiejętności zaraz zostaną wykorzystane, aby trafić w tarczę... Bardzo czuły spust... I stało się, broń wystrzeliła a ja czułam się jak w siódmym niebie. Huk zagłuszył kompletnie moje myśli. Oparłam głowę o przedramię i się uspokoiłam... Poczułam ulgę, że mam to za sobą, ale i zawód, że niedługo będzie musiało się to sończyć. Kolejne strzały przyszły mi z większą łatwością.
Teraz już na 101 % jestem przekonana, że bez wojska nie była bym człowiekiem, nie była bym sobą. To jest całe moje życie i dziękuję kolegom z Bydgoszczy, że mogłam coś takiego przeżyć...
Do następnego!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz